[2007-12-27]
Wigilijnej nocy czar
I po świętach. Upłynęły w niemal miłej atmosferze, zdecydowanie przy braku relaksu i zdecydowanie na gorączkowej krzątaninie. Za bardzo się starałem w wigilijny wieczór - łącznie z daniami przygotowanymi przez mamę Tomka, moją, mnie samego i poczciwego "Samsona" z Nowego Miasta na stół wyjechało równo 17 dań. Mam na myśli całe dania, nie żadne oszustwa w rodzaju: "a masło liczyłeś?". Wspiąłem się na wyżyny kuchennej ergonomii - punkt 18.00 wszystko było gotowe, ustawione na stole, bądź dochodzące w piekarniku. Choinka błyszczała - sztuczna oczywiście, ale i tak prawie jej nie było widać spod hałd ozdób i światełek. Psy pod stołem, kot w szafie na moich swetrach (nie lubi zamieszania), a my przy stole. Mama Tomka ukradkiem przemyciła w torebce działkę opłatka, który sprawnie rozprowadziła wśród zgromadzonych. Po kolacji (nie, nie absolutnie niczego już nie zjem! Wykluczone! No, może... No, dobrze... Ale to ostatnie! Już mi nie dokładaj! A tam co stoi? Nie jadłam tego chyba...) nastąpił podział prezentów. Prezenty gwiazdkowe to osobny rozdział, którego mottem jest "rany boskie, żeby tylko po równo wyszło". W tym roku nie wyszło - kapcie weszły w paradę. Papucie za 9 zl wypatrzyl w Ikei Tomek, uwielbia takie prezenty, od razu je wrzucił do koszyka. Dwie pary - dla jego mamy i dla Maryli, czyli opiekunki mamy.
-Nie bierz tych kapci dla mamy - powiedziałem. - Bo będzie miała za dużo prezentów i będzie łyso.
- No to ty też weź kapcie dla swojej - odparł.
Kapcie były frote, plackowate. Nie widziałem w nich swojej mamy, poza tym jeszcze by sobie w nich zęby wybiła. Chodzić w czymś takim można wyłącznie metodą szuru.
- Weź jedne dla Maryli. Maryla jest młoda, może szurać nogami przy chodzeniu i zębów sobie nie wybije.
- No, nie wiem, będzie afera - westchnął Tomek i odłożył jedne papcie.
Poza nimi oczywiście były inne prezenty, większe i mniejsze. Jedne kosztowniejsze, inne tańsze. Ale i tak kapcie wypłynęły na powierzchnię zdarzeń, bo kiedy Maryla je dostała, mama Tomka wciągnęła głośno powietrze i powiedziała:
- Jakie ładne kapcie. No, JA kapci nie dostałam.
Ale jakoś te kapcie w końcu zostały przełknięte. W minutę po rozdaniu prezentów przybył mój ojciec - prosto z pracy. Jest aktorem, a w wigilię sobie dorabia, wynajmując się w charakterze świętego Mikołaja. Głównie w prywatnych domach i głównie pod kątem dzieci, ale nie zawsze.
Moi rodzice - rozwiedzeni jakieś 25 lat temu - z pokazowo przyjemnymi wyrazami twarzy zajęli miejsca jak najdalej od siebie (widać to dobrze na zdjęciu. Moja mama siedzi po lewej stronie stołu, a ojciec po prawej). Rozmowa jednak toczyła się rączo przez czas jakiś. Później koncepty się skończyły, wpadł z pospieszną wizytą mój przyjaciel Leszek, wypadł, a potem Tomkowi strzelil bezpiecznik. Tomcio nie jest typem rodzinnym i niespecjalnie towarzyskim, szczerze mówiąc najlepiej czuje się, kiedy jesteśmy sami we dwóch w domu. Przeciągająca się wigilia (minęła 23.00) wyczerpała jego zapasy potrzeb socjalizacyjnych. Najpierw się z lekka nadął - już wiedziałem, że nadchodzi kryzys, ale nie wiedziałem jak go powstrzymać, zajęty jednoczesnym kontrolowaniem dyskusji moich rodziców (-straszne mam kłopoty z Wojtkiem - rzecze ojciec [Wojtek to 3 syn ojca z kolejnego małżeństwa, ja jestem z drugiego] - Ma się, co się chciało - odpowiada na to szybko moja mama) oraz głośnością telewizora, sterowaną przez mamę Tomka, w myśl zasady "teraz WSZYSCY oglądamy telewizję, a jeśli nie chcecie oglądać, to przynajmniej POSŁUCHACIE". Później przestał się odzywać (ten etap został uwieczniony na fotce, uważny obserwator zauważy charakterystyczny wyraz twarzy), jeszcze później zaczął się odzywać zupełnie niewigilijnie, wreszcie zerwał się, wywlókł psy spod stołu, w pośpiechu włożył buty i pognał w mroźną czerń nocy. Na spacerek.
Mój ojciec czym prędzej się ewakuował, z szybkością światła przystąpiłem do porządków. Obie mamy zostały zapędzone do łóżek i kiedy Tomcio powrócił z tułaczki jakieś pół godziny później, dom był już cichy i spokojny. Mimo wszystko - biorąc pod uwagę wcześniejsze wigilie, podczas których to mnie kilkakrotnie strzelały bezpieczniki, tegoroczne święta uważam za niesłychanie udane.

Wigilijnej nocy czar, Komentarze:
[2007-12-28]
Barwnie i jak zwasze ze swadą opisane święta! Czytając bloga momentami mam wrażenie, że czytam kolejną książkę Marcina. Natomiast to, co w ostatnim-świątecznym wpisie do bloga poruszyło mnie najbardziej, to to, że pokazałeś, jak fajną, normalną i ciepłą rodzinę tworzycie. I niech się gorszą wszystkie "moherzyce", a Wam życzę jak najlepiej i kolejnych udanych 15 lat!!! venabili (heteryczka)
[2007-12-28]
milo sie czyta ze fajnie spedziliscie swieta, mimo przedluzonej socializacjii Tomka :) czekam dalej na nowe wiesci, wszystkiego dobrego w nowym roku
[2007-12-29]
To fajowe Święta mieliście;-) i zgodzę się z moją Poprzedniczką!!! ten Blog czyta się dokładnie tak samo jak książkę Marcina;-) / (Pana Marcina) ;-) czyli bardzo fajnie, ale za szybko;-/ (to oczywiście jest ogromny atut) wszystkiego dobrego / nigiba (heteryczka?)
agta:
[2007-12-29]
Zgadzam się w 100% z poprzednikami. Ten blog czyta się lekko i szybko. Stanowczo za szybko. Fantastyczny opis świąt, poprzednie wpisy też wyjątkowo udane :)
[2007-12-29]
A morał z tego płynie taki, że z czasami rodziną wychodzi się dobrze nie tylko na zdjęciu (które skądinąd też dobrze wyszło)